wtorek, 21 czerwca 2016

Od Rose do Maksa

Po zjedzonym posiłku wyszłam na zewnątrz, później poszłam do konia Maksa i dałam mu trochę świeżej trawy.
***
Przybyliśmy do miasta wczesnym rankiem. Mając nadzieję, że o tej porze nikogo nie proszonego nie spotkamy. Przejechaliśmy przez główną ulicę i nic tam się nie działo. Nagle usłyszeliśmy dźwięk stłuczonej butelki. Maks wyjął broń i był gotów do strzału, po chwili zza rogu wyszli dwaj pijani mężczyźni. Gdy nas zobaczyli od razu podnieśli ręce do góry.
- Łooo, przepraszamy, my nic nie zrobiliśmy. -zaczął się tłumaczyć jeden z nich.
- Spadać. -powiedział Maks, kończąc tym rozmowę z nimi.

Maks?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz