- Jutro wieczorem pojedziemy do tego domku, zjemy coś przed tym... a teraz trzeba się wyspać. - przytuliłem ją jeszcze mocniej.
Po kilku chwilach zasnęliśmy. [...] Rano, przyniosłem nam jedzenie a wieczorem ruszyliśmy w drogę. Gdy mieliśmy wjeżdżać w las, usłyszeliśmy strzały za nami, zsiadłem z konia, chwyciłem jedną z broni a drugą dałem dziewczynie, dałem jej wodze.
- Jedź do tego domku, ja ich zatrzymam i przyjdę. - dziewczyna pokręciła szybko, przecząco głową. - Rose, jedź, proszę.
- Ale wróć, obiecaj. - zająknęła się.
- Przysięgam. - szepnąłem.
Gdy ruszyła, pobiegłem w stronę, w którą dochodziły strzały. Jak się okazało, to nie do nas strzelali, tylko do kogoś innego, nawet nas nie widzieli i mnie teraz też nie. Wróciłem do domku, wprowadziłem stojącego przed domkiem konia do środka, do pomieszczenia, w którym miał słomę, jedzenie i picie, od razu się położył.
- Rose... - powiedziałem przyciszonym głosem.
Dziewczyna wyszła z kryjówki, odłożyła broń i przytuliła się do mnie, od razu odwzajemniłem uścisk.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz