środa, 22 czerwca 2016

Od Rose do Maksa

Spojrzałam do pokoju przed, którym staliśmy. Od razu poznałam, że to pokój jakiegoś dziecka. To miejsce kojarzy się Maksowi z czymś przykrym. Objęłam go mocno.

 Maks?

Od Maksa do Rose

Widziałem go, bawiącego się zabawkami... dalej leżały w tym samym miejscu, w którym je zostawił.
- To była moja wina... - spuściłem na chwilę wzrok. - To ja powinienem dostać, nie on... - uniosłem oczu ku górze, nie dając opuścić łzą swojego miejsca.

Rose?

Od Rose do Maksa

Zabrałam się za przygotowanie kolacji. Kiedy wszystko było gotowe, przygotowałam na stole talerze i szklanki, do których nalałam wody.
- Maks. -zawołałam.
Nie odpowiedał, nie przychodził, dlatego też wyszłam z kuchni, aby zobaczyć gdzie jest. Chłopak stał w drzwiach.
- Kolacja gotowa. -podeszłem do niego od przodu.
Zobaczyłam, że chłopak tłumi płacz. Położyłam rękęna jego ramieniu.

Maks?

Od Maksa do Rose

Weszliśmy do środka, nadal tak samo pachniało, jak wcześniej. Pokazałem Rose co gdzie jest, a sam stanąłem w progu pokoju Deana. Był to duży błąd, ponownie wszystkie wspomnienia we mnie uderzyły.

Rose?

wtorek, 21 czerwca 2016

Od Rose do Maksa

Po jakimś czasie wyjechaliśmy z miasta. Na wieczór dojechaliśmy do domu Maksa.
- Jak tu ładnie. -przyjrzałam się roślinom dziko tu rosnącym.
- Teraz jesteśmy bezpieczni. -podszedł do mnie i przytulił mnie.
Odwróciłam się i pocałowałam go namiętnie. Później poszliśmy do środka.

Maks?

Od Maksa do Rose

Lekko ścisnąłem boki konia, dzięki czemu ruszył. Na mieście, każdy omijał nas dość szerokim łukiem, wiedziałem, że założenie munduru nie będzie takim złym pomysłem. Nagle przed nami pojawiła się straż.
- Teraz nic nie mów. - poprosiłem.
Wyprostowałem się jeszcze bardziej.
- Guten Morgen - powiedziałem i skinąłem głową, odpowiedzieli tym samym, gdy zmierzyli nas wzrokiem.
Odetchnąłem lekko, gdy odeszli.

Rose?

Od Rose do Maksa

Po zjedzonym posiłku wyszłam na zewnątrz, później poszłam do konia Maksa i dałam mu trochę świeżej trawy.
***
Przybyliśmy do miasta wczesnym rankiem. Mając nadzieję, że o tej porze nikogo nie proszonego nie spotkamy. Przejechaliśmy przez główną ulicę i nic tam się nie działo. Nagle usłyszeliśmy dźwięk stłuczonej butelki. Maks wyjął broń i był gotów do strzału, po chwili zza rogu wyszli dwaj pijani mężczyźni. Gdy nas zobaczyli od razu podnieśli ręce do góry.
- Łooo, przepraszamy, my nic nie zrobiliśmy. -zaczął się tłumaczyć jeden z nich.
- Spadać. -powiedział Maks, kończąc tym rozmowę z nimi.

Maks?