Podniosłem ręce w geście obronnym. Okna były trzy, a nas siedmiu. Ustaliliśmy zmiany, tym co najmniej ufałem, dałem im wartę w dzień, abym mógł ich dobrze pilnować, ja wziąłem nocną. Podszedł do mnie kary ogier - Exterior. Pogłaskałem go, był moim jedynym i najlepszym przyjacielem którego miałem. Nagle podszedł do mnie mały chłopiec, kucnąłem przed nim i uśmiechnęłam.
- Mógłbym go dosiąść? - spytał.
Spojrzałem pytająco na siostrę zakonną, w końcu to ona była za niego odpowiedzialna i powinno się ją spytać o takie coś. Skinąła zgodnie głową.
- Jasne. - uśmiechnąłem się do chłopca.
Wziąłem go na ręce i posadziłem na siodło.
- Jej, ale wysoko. - zaśmiał się. - Jak się nazywa.
- Exterior. - uśmiechnąłem się miło.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz