wtorek, 21 czerwca 2016

Od Maksa do Rose

Nagle rozległ się huk, aż podskoczyłem. Te szczury zbliżały się tu, rzucili już jedną bombę.
- Strzelajcie, nie dajcie im podejść! - rozkazałem.
Wziąłem Rinna, zbiegłem na dół o mało się nie przewracając. Wziąłem dwójkę dzieci na ręce, Rinn wziął trzech pozostałych, złapałem dziewczynę za rękę i wbiegliśmy do góry. Weszliśmy do opuszczonego pomieszczenia, schowałem ich za skrzynią.
- Nie wychodźcie, a jakby co, krzyczcie. - poprosiłem. - Nie martw się. - otarłem łzę dziewczyny po czym wyszedłem z pokoju, zamykając drzwi.
Dostali się do środka. [...] Padło dużo strzałów, za wszelką cenę nie dawałem nikomu wejść do pokoju w którym była Rose z dziećmi. Nagle jeden z nich rzucił się na mnie i wlecieliśmy do pokoju razem z drzwiami. Jęknąłem. Chciałem strzelić jednak zabrało mi naboi, jako iż byłem na przegranej pozycji, chwyciłem butelkę i rozbiłem mu ją na głowie, chwilowo ogłuszając. W tym czasie schowałem się za drugą skrzynią, przetarłem oczy dłonią i spojrzałem na nich, dziewczyna patrzała na mnie lekko przestraszona. Nabiłem broń i chciałem strzelać jednak zniknął. Wyszedłem z ukrycia, w tym samym czasie w rękę wbił mi się duży pies, czułem cholerny ból. Wyszedłem z pokoju, nie chcąc aby dzieci to widziały. Mógłbym strzelić mu w głowę, ale nie zrobię tego, nie umiem. Cały materiał na ręce przesiąkł krwią, nagle ktoś go zawołał i wybiegł, uciekli. Spojrzałem na rękę, szybko tego pożałowałem. Nigdy nie znosiłem tak dużej ilości krwi. Wzdrygnąłem się, wszedłem do pokoju. Schowałem ranną rękę za plecy, wiem, że dzieci nie lubią takich widoków.
- Już poszli... - możecie wyjść. - powiedziałem.

Rose?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz