wtorek, 21 czerwca 2016

Od Maksa do Rose

Nagle usłyszeliśmy silnik czołgu. Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni, podszedłem do okna, Don... nim zdążyłem cokolwiek zrobić, był już na górze.
- A co to do jasnej cholery? - wydarł się. - Mówiłem że wystrzelać, jeśli ktoś tu będzie!
- Mamy zabijać swoich? Paranoja, chyba chodzi nam o to żeby jak najwięcej osób ocalało, czyż nie? - wiem, że pewnie będę miał kłopoty za to, co powiedziałem, ale już trudno.
- Maks, ty gówniarzu mi się kurwa nie wymądrzaj! - zagroził mi bronią. - Koniec tej zabawy, wracacie, potrzebuję ludzi na front. Dzieci pojadą z nami, siostra pójdzie do zakonu w mieście.
- A ona? - wskazałem wzrokiem na Rose.
- A co ja, opiekunka? Jest u nas dużo rodzin, chętnie się nimi zaopiekują, jej już nikt nie potrzebuje, nikt jej nie będzie chciał.
Domyślam się, że musiało zrobić się jej przykro, zabrał dzieci i siostrę. Chłopacy zebrali broń i zeszli na dół, do koni. Rose nadal siedziała w bez ruchu.
- Chodź, nie zostawię cię tu, będziesz ze mną. - szepnąłem kucając naprzeciw niej. - Nie słuchaj go, idiota jakich mało.
- On ma rację... nikt mnie nie chce ani nie potrzebuje... - zauważyłem jak stara się hamować łzy, napływające jej do oczu.
- Ja cię potrzebuję, ja cię chcę. - szepnąłem i złączyłem nasze usta w pocałunku.

Rose?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz