Żołnierz zostawił mnie samą. Śledziłam za nim wzrokiem. Wszystko mu powiedziałam co mi na sercu leżało. "Ojcze, musiałam mu to powiedzieć, nie czuję się winna." Westchnęłam głęboko i postanowiłam wrócić do sali, gdzie spaliśmy. Po drodze spotkałam jednego z żołnierzy.
- Przepraszam. -zaczepił mnie- Czy widziałaś Maksa?
Zastanowiłam się. Nie mogłam odpowiedzieć -Tak, powiedziałam mu co o was myślę i poszedł sobie.-.
- To ten, który kazał wam do nas nie strzelać?
Mężczyzna zastanowił się chwilę.
- Tak, to on.
- Chyba wyszedł.
- Gdzie wyszedł?
- Nie wiem, ale to dobrze. Może nas już zostawicie? Narażacie tylko dzieci.
- Zauważ, że gdyby nie my, już dawno by was tu pozabijali, może nawet zrobili coś gorszego!
- Nikt tu was nie zapraszał!
- A jednak, to Ty się zgodziłaś, abyśmy tu zostali.
Wkurzyłam się, odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z klasztoru. Uklęknęłam na ziemi i zaczęłam płakać.
Maks?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz